Bronek i Donek – o dwóch takich co poszli do lasu

Zaczyna się robić naprawdę grubo.

Sprawa jest sprzed prawie miesiąca, ale widać moje kanały informacji też czasami dostają zadyszki. Plus jest taki, że cała ta obsuwa spowodowała, iż wpis pojawia się już na moim nowiutkim, pachnącym jeszcze fabryką, blogasku. Do rzeczy zatem – aby zrozumieć pewien ciąg przyczynowo-skutkowy, musimy troszkę cofnąć się w czasie.

Kojarzycie takiego Pana jak Bolek Bierut? Możliwe, że ledwie co, bo nasz wspaniały system edukacji troszczy się głównie o to, abyśmy pierdylion razy poznali historię Mezopotamii, dlatego pozwolę sobie najpierw zarysować nieco sylwetkę tego jegomościa.
Nasz Pan Bolek oficjalnie był pierwszym przywódcą w PRL, taki swego rodzaju Król Bolek Pierwszy. Piszę „oficjalnie”, bo w rzeczywistości był agentem NKWD, pieskiem Stalina i ogólnie niezłym ananasem. Pozwólcie, że zacytuję Wiki:

W ocenie dzisiejszych historyków był jednym z największych, jeśli nie największym, zbrodniarzy w całej historii Polski – człowiekiem odpowiedzialnym za śmierć wielu tysięcy ludzi. Jako głowa państwa, nie skorzystał z prawa łaski wobec setek osób skazanych z przyczyn politycznych na karę śmierci.

Cóż, nazwanie go „cienkim Bolkiem” mogłoby w tamtych czasach skończyć się kiepsko. W każdym razie, przejmując po II Wojnie Światowej władzę w okupowanej Polsce, nasz Pan Bolek musiał się uporać z faktem zrównanej z ziemią stolicy, a że widocznie nie lubił półśrodków to zrobił to dość spektakularnie – 26 października 1945 wydał tzw. „Dekret Bieruta”.

O cóż chodziło w tym dekrecie?
Tak w skrócie to jedną ustawą uchwalono, że wszystkie grunty (a i de facto budynki na tych gruntach się znajdujące) położone w granicach Warszawy przechodzą na własność najjaśniejszej Polski Ludowej. Miał rozmach skurwysyn, co?
Jakkolwiek było to kontrowersyjne, to sam pomysł wydawał się jedynym sensownym – bez tego ciężko byłoby szybko odbudować Warszawę (wyobrażacie sobie poszukiwanie prawowitych właścicieli każdej jednej kamienicy kupki gruzu?). W ten sposób z problemem uporano się łatwo, szybko i przyjemnie.
Naturalnie dotychczasowym właścicielom (o ile jeszcze żyli) lub potomkom byłych właścicieli (prędzej) nie do końca się to spodobało. Nie poruszam tematu narodowości tychże właścicieli, bo nie o to tu chodzi – zresztą każdy kto jest ogarnięty nieco bardziej niż przeciętna ameba, może sobie dopowiedzieć jaki naród był w posiadaniu większości kamienic w przedwojennej Polsce.

Duża kasa ma to do siebie, że dość prędko znajdują się chętni do jej przygarnięcia – nie inaczej stało się w przypadku nieruchomości zajętych przez Bieruta. Po upadku PRL prawowici właściciele zaczęli się dopominać o zwrot odebranej im własności – i w sumie słusznie, wszak prawo własności powinno być święte. Zgadnijcie kto musi im teraz wypłacić odszkodowania w związku z tą sprawą?

Taki chichot historii – nie dość, że najpierw najechano na nasz kraj, potem zrównano z ziemią naszą stolicę, następnie przez ~45 lat żyliśmy pod okupacją, okupant zmusił nas do rezygnacji z finansowej pomocy USA (plan Marshalla), zadłużył nas po uszy i zostawił gospodarkę w opłakanym stanie, to teraz jeszcze musimy płacić odszkodowania za to, że odbudowaliśmy Warszawę.
Życie tak ten kraj wyruchało, że jeszcze brakuje tylko, żeby szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych komuś gratis zrobił loda… o pardon, to już też było.

 

Przejdźmy zatem do sedna sprawy (owszem, to był tylko wstęp :D)

Kasę trzeba zacząć wypłacać, ludzie sprawy w sądach wygrywają, a tu w skarbonce przeciąg. No to nasi tytułowi bohaterowie Bronek i Donek mieli zagwozdkę, jednak szybko uradzili co należy zrobić. Ich rozmowa mogła wyglądać tak:

Bronek K.: Donuś, kurwa jego w dupę mać, hamburgery z Ameryki cisną mnie, że Żydom czeba hajs za te bierutowskie kamjenice oddadź. Skąd my tyle kapuchy wytszaśniemy?
Donek T.: No jak to skąd? Phrywatyzować będziemy! Co tam mamy ciekawego do sprzedania? Huty albo stocznie może jakieś?
BK: A jakie tam chuty i stocznie! Wszystko już w pizdu spszedane!
DT: No to może fabhryki jakieś? Za pół ceny wystawimy i ktoś łyknie.
BK: Ale jakie znowu fabryki, wszystko jusz poszło, nie będzie niczego!
DT: Hmmm… to niedobrze – niech pomyślę. O! Już wiem! Sprzedajmy kuhrwa lasy! Hłe hłe.

Słusznie chłopaki jednak uradzili, że tak na oficjalu sprzedać lasy to jednak trochę przypał – jeszcze się ludzie wkurwią i zrobią akcję ACTA2. No bo jak by tu przetłumaczyć Panu Mietkowi, że teraz idąc na grzyby będzie musiał zapłacić bilet wstępu, a Pani Jadzi, że na spacerki z pieskiem to co najwyżej pod drugi blok, bo las będzie zaorany? No ni chuj, tak łatwo nie przejdzie. Potrzebny był chytry plan!

Chytry plan Bronka i Donka czyli Gang Olsena w akcji

Problem 1. W Polsce lasów nie można sprzedać
Na nieszczęście naszego Gangu Olsena, o kwestię sprzedaży polskich lasów dość niefortunnie zahacza Konstytucja RP:

Art. 5. Rzeczpospolita Polska strzeże niepodległości i nienaruszalności swojego terytorium, […] strzeże dziedzictwa narodowego oraz zapewnia ochronę środowiska, kierując się zasadą zrównoważonego rozwoju.

Wprawdzie nie ma mowy wprost o lasach, ale w opinii Biura Analiz Sejmowych nie ulega wątpliwości, że zakres przepisu obejmuje także i tę sferę [1]. Co zatem z tym fantem zrobić? To proste, należy po cichutku zmienić konstytucję. Próba taka odbyła się 18 grudnia 2014 o godz. 0:45 [2]… spoko godzina na zmianę konstytucji prawda? Zupełnie nie budząca podejrzeń, poprzedzona konsultacjami społecznymi i tak dalej…
Na szczęście do zmiany Konstytucji potrzeba 2/3 głosów i zabrakło ich 5 (przeciw głosował PiS, Gowinowcy i część posłów niezrzeszonych).
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden drobny szczegół – co w tym czasie istotne było dla mainstreamowych mediów: [3]

Problem 2. Nie ma przyzwolenia społecznego na prywatyzację lasów
W Konstytucji RP znajduje się inny ciekawy zapis:

Art. 4. 2. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

Na nieszczęście naszego kabaretowego duetu, głupi polski naród raz na jakiś czas próbuje skorzystać z tego zapisu i zdecydować o czymś bezpośrednio, tj. przez referendum – tak było i tym razem. Do złożenia wniosku o referendum potrzeba 500 000 podpisów, zebrano 2 500 000. Robi wrażenie co? Nie na posłach koalicji rządzącej, którzy 17 grudnia 2014 jednym ruchem ręki wypierdolili te 2 500 000 do niszczarki [4]. Proste? Proste.

Problem 3. Niełatwo wytłumaczyć ludziom prawdziwe powody, dla których Bronek z Donkiem potrzebują prywatyzować lasy
Wyobrażacie sobie jak zareagowałyby lemingi, gdyby im Donek z Bronkiem powiedzieli, że las trzeba sprzedać Niemcom, bo musimy zapłacić Żydom odszkodowania za domy zagrabione decyzją Ruskich żeby odbudować zniszczoną przez Niemców Warszawę? Polski leming wiele jest w stanie zaakceptować, ale „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz” to już z mlekiem ojca wyssał, Żyd to złodziej bo ma dużo hajsu, a Putin to chuj i bandyta. No nie, tak być nie może!

Co zrobić? Zajechać Lasy Państwowe tak, żeby się obsrały – później będzie można powiedzieć, że prywatyzujemy bo nierentowne (oj znany to scenariusz i jakże często przerabiany).
Koalicja PO-PSL, w styczniu zeszłego roku ustanowiła swoisty rekord w czasie potrzebnym na uchwalenie ustawy – nieco ponad 24 godziny od pierwszego czytania, poprzez dyskusje nad poprawkami, aż do głosowania po trzecim czytaniu i przegłosowaniu ustawy. Cóż to za ustawa? Ano taka, która nakłada na Lasy Państwowe podatek dochodowy oscylujący między 50% a 90% i dodatkowo nakazuje wpłatę 1,6 mld zł (taka kwota z 1 i 6 na początku i 8 zerami) z własnych oszczędności do końca 2015 roku – ot tak, bo mogą [5]. Z ciekawości sprawdźmy jak skomentowały to „opiniotwórcze” media: [6]

Problem 4. WikiLeaks
Przez cały ten czas Donek i Bronek zapewniali, że wszystkie działania podejmowane w związku z Lasami Państwowymi służą ich ochronie przed sprzedażą. Niestety jednego nasze tytany intelektu przewidzieć już nie mogły – wycieku z WikiLeaks, który zresztą sprowokował mnie do popełnienia tego obszernego wpisu. Cóż takiego wyciekło? Notatka wysłana przez ówczesnego ambasadora Victora Ashe’a w styczniu 2009 r. [7]

wyciek

Dla leniwych i „nieczytatych” w języku herbaciarzy, przekleję perfidnie zerżnięte tłumaczenie:

Jeśli chodzi o regulację kwestii restytucji mienia odebranego w czasie II wojny światowej i epoce komunizmu, Komorowski wyraził zaniepokojenie związane z kryzysem finansowym, który według niego zmienił nieco okoliczności. Niemniej jednak powiedział, że premier Tusk zmusi niepokornych ministrów, m.in. rolnictwa i ochrony środowiska, do tego by „dołożyli się do rekompensat” sprzedając państwowe lasy i nieruchomości

W normalnym kraju nasz Gang Olsena miałby już przejebane – jakby to rzekł niezawodny w takich sytuacjach minister Sienkiewicz: „Chuj, dupa i kamieni kupa”.

Co w związku z tym wydarzy się w naszym jedynym w swoim rodzaju kraju nad Wisłą? Policzcie sobie w ilu mediach głównego nurtu pojawiła się informacja o tym wycieku, a potem odpowiedzcie sobie sami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *