Niewielu jest polityków, którzy budzą u mnie taką sympatię jak Przemysław Wipler – zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że żaden inny. Jeśli nazwisko nikomu nic nie mówi, spieszę z pomocą – to ten gość, którego większość z Was kojarzy:
- z posiadania supermocy i bycia Hulkiem rozbijającym całe szwadrony dzielnych policjantów (jeśli nadal pozwalacie mielić swoje mózgi gównem serwowanym przez TVN i Gazetę Wybiórczą)
- z otrzymania prewencyjnego wpierdolu od milicji za zupełnie nierozsądne przebywanie pod klubem Enklawa w Warszawie (jeśli trzymacie się wersji opierającej się na nagraniach z monitoringu)

Co bardziej zatwardziałym kucom, nazwisko Wipler może jeszcze łączyć się z notorycznymi masakrami lewaków w programach typu „TAK czy NIE” [1], „Kropka nad 'i'” u TW „Stokrotki” [2] i tym podobnych, nałogowym siedzeniem na Wykopie [3] czy też zarywaniem nocek przy wbijaniu EXPa w Skyrimie albo innym Mass Effect [4]. Co by tu nie mówić, patrząc tylko na wizerunek PR-owy, wydaje się że Wipler to normalny, równy gość, nie dość że „swój chłop” to jeszcze mistrz ciętej riposty:
Wszystko fajnie, świetny materiał na idola dla gimbokuców i internetowych no-life’ów – dla mnie jednak to trochę za mało, żeby zrobić dobre wrażenie. Cenić Wiplera zacząłem dopiero gdy zapoznałem się z jego „merytoryczną stroną”. Pozwólcie, że posilę się Wikipedią:
polski polityk, nauczyciel akademicki […] były prezes Stowarzyszenia KoLiber i Fundacji Republikańskiej, prezes Stowarzyszenia „Republikanie”, poseł na Sejm VII kadencji […] ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego […] był redaktorem „Najwyższego Czasu!”, pracował m.in dla Centrum im. Adama Smitha, Fundacji Akcji Gospodarczej i Ernst & Young, był członkiem rad nadzorczych m.in. Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych Przyjaźń i Przedsiębiorstwa Przeładunku Paliw Płynnych Naftoport, pełnił funkcję dyrektora Departamentu Dywersyfikacji Dostaw Nośników Energii w Ministerstwie Gospodarki […] prowadził także działalność gospodarczą
Huh, sporo tego się uzbierało (kiedy on znajduje czas na nakurwianie kolejnych leveli?!), co jednak tłumaczy dlaczego facet na tematy gospodarcze zawsze ma coś sensownego do powiedzenia.
Dla mnie najistotniejszym faktem jest jednak pogrubiony fragment na powyższej liście – prezesowanie Stowarzyszeniu „Republikanie”, z którym to stowarzyszeniem od jakiegoś czasu mocno sympatyzuje i które, czym się niespecjalnie chwaliłem, od jakiegoś czasu staram się skromnie wspierać. Dlaczego? Bo opracowali najbardziej kompletny, kompetentny, rzetelny i po prostu w mojej opinii dobry dla kraju zarys programu. Mowa o dokumencie „Republikańska Polska. Założenia i Tezy Programowe” [5], który z tego miejsca serdecznie każdemu polecam (ta audycja zawiera lokowanie produktu, ale ni chuj nic z tego nie mam :P).
Tymczasem ostatnie dni to dość ciekawy zbieg różnych wydarzeń:
- pocztą dotarł do mnie mój egzemplarz ww. programu w wersji drukowanej… z osobistymi podziękowaniami za wsparcie od Pana Wiplera
- sam Wipler, po rozłamie w KNP, zmienił przynależność partyjną i stał się współzałożycielem partii KORWiN (Koalicja Odnowy Rzeczypospolitej Wolność i Nadzieja)
- przypadkiem natrafiłem na Facebooku na wydarzenie pt. „Wipler i Iwaszkiewicz we Wrocławiu” dotyczące otwartego spotkania z wymienionymi Panami… odbywającego się 2 przystanki od mojego domu.
Tak oto doszedłem do wniosku, że najwyraźniej siły wyższe mi podpowiadają, iż warto ruszyć swoje szanowne cztery litery i po raz pierwszy w życiu wybrać się na spotkanie z jakimś politykiem – o lepszą okazję może być ciężko. Nie bardzo wiedząc czego się spodziewać, w sobotę 24 stycznia ruszyłem w nieznane 😉
Pomijając trudności ze zlokalizowaniem miejsca spotkania (biuro poselskie Iwaszkiewicza zlokalizowane jest pośród blokowisk wrocławskiej Różanki – gdzieś pomiędzy napisem „Jebać Cracovię”, a miejscem spotkań lokalnych żuli, czyli meliną sklepem monopolowym „U Mietka”), po dotarciu na miejsce pierwsze moje zdziwienie wiązało się z liczbą osób obecnych na sali – z pobieżnych wyliczeń wynikało, że mogła ona oscylować w okolicach 150 głów… a ponoć kuce nie wychodzą z domów.
Druga rzecz, która mnie już trochę mniej zaskoczyła, to zróżnicowanie ludzi obecnych na sali: od 16-latków (może ze dwóch) z ojcami (!) poprzez ludzi w kwiecie wieku (mężczyźni i kobiety (!) w przedziale 20-40 lat stanowili większość), aż po 60 i 70-latków.
Naturalnie biuro poselskie Pana Iwaszkiewicza nie było przygotowane na takie liczby gości (stawiam flaszke, że pierwszy raz w swojej krótkiej historii było tak zatłoczone) – krzeseł było maksymalnie 50, więc większość obecnych przez najbliższe kilka godzin była skazana na stanie.
Spotkanie rozpoczęło się od krótkiej przemowy europosła Iwaszkiewicza, w której to w dużym skrócie wytłumaczył, że KNP i KORWiN to dla niego dwie drogi prowadzące do tego samego celu, ale skoro trzeba wybierać, to przy całym szacunku do kolegów z KNP, on idzie za krulem Januszem, bo doskonale zdaje sobie sprawę, że to właśnie na jego plecach dostał się do Euroburdelu Parlamentu Europejskiego. Tak, Robert Jarosław Iwaszkiewicz nie dość że przechodzi z KNP do KORWiN, to jeszcze jak się okazuje, jest jednym z trzech współzałożycieli (nie jest nim, jak niektórzy mogli pomyśleć, Konrad Berkowicz). Jeszcze wczoraj, kiedy zaczynałem tworzyć ten wpis, byłaby to „łamiąca wiadomość”, a rzeka łez wzruszenia lała by się po waszych licach, ale moje żółwie tempo, brak weny i skrajne lenistwo spowodowało, że zdążyli już to ogłosić na oficjalnym profilu [6]. Jak to mawiał Paulo Coelho: „no i chuj no i cześć”.
Dalej zabrał głos już sam Przemysław Wipler i zaczął z grubsza opowiadać o przyczynach rozłamu w partii i o tym „co teraz” – takie tam blabla, nic co zainteresowani nie zdołali już wcześniej wyczytać i posłuchać „w Internetach”. Najciekawsze zaczęło się, gdy przyszła kolej na pytania od zgromadzonych. Wybiorę tylko kilka z nich… bo tak.
- Padło pytanie, czy spoty wyborcze „w końcu” zaczną być robione z pierdolnięciem i polotem. Wipler, co dla mnie było niemałym zaskoczeniem, od razu rozszyfrował pytającego jako autora tego spotu:
Sądząc po zachowaniu pytającego – nie ja jeden byłem zaskoczony natychmiastowym rozpoznaniem go przez Wiplera. Gość zebrał osobiste gratulacje od Pana Przemka i dostał deklarację, że chcą ten spot (po kilku przeróbkach) wykorzystać jako jeden z głównych spotów wyborczych w kampanii prezydenckiej. Jak dla mnie – no kurwa, jest moc, wincyj! (gdyby ktoś się zastanawiał czemu taka stylistyka powyższego klipu – jest to przeróbka spotu Obamy [7]) - Jeden z pytających nawiązał do faktu blokowania wniosków o członkostwo na poziomie betonu w lokalnych strukturach (3500 potencjalnych członków KNP nigdy nimi nie zostało, bo nikt, przez strach o własne stołki, się z nimi nie skontaktował)… po czym zapytał w jaki sposób w KORWiN ma być inaczej, skoro do nowej partii przeszło również odpowiedzialne za ten fakt „ŚCIERWO” (padły nazwiska osób z okręgu łódzkiego).
…
(płacz, histeria, mdlejące matki i latająca kostka brukowa)
…
Tak serio, to reakcja Wiplera nie pozostawiła złudzeń co do braku akceptacji tego typu sformułowań, aczkolwiek pytanie koniec końców pozostało bez odpowiedzi. - Pytano również o współpracę z Ruchem Narodowym. Padła deklaracja, że w wyborach samorządowych w Zielonej Górze (odbywają się dopiero teraz), Krzysiek Bosak będzie startował na prezydenta z poparciem KORWiN.
Tylko ciiii, bo tego jeszcze oficjalnie nie ogłoszono 😉Chwilę temu Wipler napisał o tym na swoim FB [8]. „No i chuj no i cześć” po raz drugi. - Największa jazda zaczęła się, gdy w odpowiedzi na jakieś niewinne pytanie, przywołanych zostało 14 Panów z konwentyklu, bo jak się okazało (znaczy Wipler doskonale o tym wiedział) co najmniej dwóch z nich było na sali. Przez tłum zaczął przepychać się Pan Zbigniew Jarząbek, poprosił o głos… i zaczęło się wzajemne wbijanie szpilek: o problemy finansowe, o Wiplerowe skakanie z partii do partii, o… a chuj z tym, nie chce mi się wymieniać, bo się rzygać chce.
Koniec końców, Jarząbek zaczął uprawiać jakiś karkołomny rodzaj agitki wyborczej na rzecz KNP, a całość nieprzyjemnie zaleciała groteską i ogólną chujnią. Mam wrażenie, że beton z KNP już totalnie stracił kontakt z rzeczywistością i zapomniał o co oni właściwie walczą – ich kompatybilność z młodym, pełnym energii, chcącym działać „tu i teraz” elektoratem oceniam na poziomie dna Rowu Mariańskiego.
Tak czy owak, efekt był taki, że zarówno on, jak i jego przyklaskusie z tyłu sali, wzbudzili we mnie wyłącznie obrzydzenie – przyszli na spotkanie dwóch założycieli innej partii (którzy od początku podkreślali, że zależy im na wzajemnym poszanowaniu z kolegami z KNP), przez grzeczność zostali dopuszczeni do głosu i zaczęli jątrzyć.
Koniec końców, po którejś kolejnej uszczypliwości, facet został „wybuczany” przez salę i szczęśliwie już do końca zamknął gębę.
Tematów i zadawanych pytań naturalnie było dużo więcej, sporo było natury organizacyjno-technicznej związanych z powstaniem nowej partii, a połowy pewnie nawet nie zarejestrowałem, bo mi po prawie trzech godzinach stania nogi do dupy już wchodziły.
Z ważnych aspektów – jeśli ktoś ma ambicje żeby zapisać się do nowej partii, niech robi to jak najszybciej. O ile dobrze zrozumiałem, po rozkręceniu się partii na dobre, do zapisania się potrzebna będzie rekomendacja dwóch dotychczasowych członków – teraz nie ma jeszcze tego warunku.
Na koniec, już po oficjalnym spotkaniu, można było sobie kilkanaście minut jeszcze postać z Panem Przemkiem i pogadać o wszystkim i o niczym – facet albo jest wybitnym aktorem/politykiem, albo na co dzień jest dokładnie taki sam jak w telewizyjnych wystąpieniach.
Podsumowując, co do samego spotkania mam mieszane uczucia – trochę za dużo żali, bólu dupy i publicznego prania brudów, trochę za mało rzetelnej i merytorycznej dyskusji. Żałować, że poszedłem nie żałuję… i tylko szkoda, że nie udało się pstryknąć #selfie niczym napalona gimbusiara – byłaby fajna ilustracja do tego artykułu.


