Kiedy tworzyłem tego bloga, gdzieś tam w podtytule/opisie (czy innym miejscu, którego nikt nie czyta), zawarłem tezę, że będzie to miejsce zamieszczania moich komentarzy na tematy społeczno-polityczne.
Realia są jednak takie, że natłok bieżących wydarzeń politycznych (szczególnie takich, po których wkurwienie osiąga poziom oznaczony na „wkurwometrze” trupią czaszką i czerwonym napisem „Warning”) wyczerpuje śladowe ilości godzin, w których mój wolny czas pokrywa się z chęciami do przelewania czegoś na wirtualny papier. W ten oto sposób, w kategorii wpisów „społeczne”, od początku istnienia tego bloga dzielnie tkwiącej na posterunku, wciąż mamy jedynie smutny przeciąg i pustkę.
Najwyższy czas to zmienić, tym bardziej, że okazja nadarza się wyśmienita. Dziewiczy rejs po kwestiach ogólno-światopoglądowych zaczniemy ze zdrowym pierdolnięciem, bo od tematów związanych z homoseksualizmem – oto bowiem w USA sformalizowano tzw. małżeństwa homoseksualne.
Podejrzewam, że każdy z Was w mniejszym lub większym stopniu funkcjonuje w mediach społecznościowych – w końcu bez wątpienia jest to podstawa do potwierdzenia czyjejś egzystencji.
Jeśli kogoś nie ma na Fejsbuku to znaczy że nie istnieje.
Paolo Coelho o problemach egzystencjalnych w XXI wieku.
Tym samym zapewne w mniejszym lub większym stopniu mogliście w ostatnich dniach poczuć się nieco zdezorientowani, kiedy zamiast twarzy Waszych znajomych zaczęliście widzieć jakieś kolorowe placki, w które z gracją Mistrza Painta wkomponowano podobizny ludzi. Okazuje się, że władze Facebooka, w ramach świętowania wspomnianego wydarzenia w USA (oraz zarządzonego przy okazji przez Biały Dom „miesiąca równości”), zdecydowały o udostępnieniu specjalnej opcji na portalu, służącej do wygenerowania takiego niewątpliwego artystycznego cuda.
Naturalnie nie obyło się bez typowego dla Hamburgeryki przeświadczenia o byciu pępkiem świata, którego poczynania z zapartym tchem śledzi cały świat – dlatego opcja jest skierowana na wszystkie wersje językowe portalu (nawet arabskie – ciekawe ile osób w krajach islamskich „straci głowę” dla tej opcji…).
Nie od dziś wiadomo, że przyroda nie znosi braku równowagi – nie inaczej stało się tym razem. Wraz z fejsbukową „tęczowo-profilową rewolucją” bardzo szybko powstała „polsko-narodowa kontrrewolucja”, której uczestnicy na tej samej zasadzie i z podobnym efektem wkomponowują profilówki w polską flagę.
No kurwa genialnie.
W ten oto sposób po raz kolejny zostaliśmy świadkami wielkiej walki dwóch światów, walki dobra ze złem, walki tych, których racja jest „mojsza” z tymi, których racja jest „najmojsza”, świadkami ostatecznego starcia wojsk Nilfgaardu z armią Królestw Północy… [tutaj wstaw inne zajebiste porównanie].
A czy ty biedny obywatelu zdecydowałeś już, po której stronie się opowiesz?
Nie i nie mam zamiaru, chuj Ci do tego.
Serio, mało rzeczy wzbudza we mnie taki wstręt jak sprowadzanie otaczającej nas rzeczywistości do czarno-białych barw i mało rzeczy budzi we mnie takie obrzydzenie, jak zawłaszczanie dyskusji przez skrajnych zwolenników jednej czy drugiej opcji. Najpierw jednak garść statystyk:
- Na Facebooku mam 320 znajomych (pewnie i tak o połowę za dużo, ale kij z tym – już dawno odechciało mi się robić regularne porządki)
- Wśród nich jest 7 facetów i 3 kobiety, co do których mam pewność, że są homoseksualni (czy raczej jak sami siebie nazywają: są pedałami i lesbami) oraz po jednej sztuce każdej płci, co do których mam uzasadnione podejrzenia.
- Z powyższych podpunktów można wywnioskować, że w moim przypadku liczba „homoznajomych” wśród ogółu oscyluje miedzy 3% a 4% – co jest raczej powyżej jakiejś tam ogólnoświatowej średniej i chyba daje mi podstawy aby NIE klasyfikować siebie jako homofoba (swoją drogą kto wymyślił to idiotyczne słowo?)
- Z drugiej strony szanuję tradycje, jestem kibicem (lub jak to by Gazeta Wybiórcza napisała – kibolem), kocham mój kraj (i czasem jest to jedyna myśl która powoduje, że jeszcze stąd nie wypierdoliłem najdalej jak się da) i mam podstawy myśleć o sobie jako o patriocie.
Siedzę sobie kulturalnie w fotelu, popijam kawę, patrzę na tę infantylną internetową gównoburzę i choć bardzo chcę, choć bardzo wytężam wzrok i staram się pozytywnie nastawić, to nie dostrzegam nic innego niż coś, co można zobrazować w następujący sposób:
Może jestem popierdolony jakimś wyjątkiem, może nie do końca rozumiem otaczającą mnie rzeczywistość, ale:
- z jednej strony zawsze wydawało mi się, że kwestia preferencji i upodobań seksualnych to sfera prywatna każdego z nas i obnoszenie się z tym na lewo i prawo jest objawem jakichś zaburzeń psychicznych
- z drugiej strony uczono mnie, że flaga narodowa to rzecz niemal „święta” i umieszczanie na niej innych symboli niż godło (i to w formie opisanej szczegółowo w konstytucji) zakrawa o swego rodzaju „profanację”
Analizując powyższe fakty, jest mi niezmiernie przykro to stwierdzać (no dobra, tak naprawdę mam to w dupie, ale wypadało to napisać), że jedni i drudzy jesteście warci siebie nawzajem… i tyle.
Chcecie to dalej siedźcie sobie w tej piaskownicy i rzucajcie się piaskiem w oczy (pamiętajcie, że ten mokry i podjeżdżający siuśkami zadaje większe obrażenia oponentowi), pewnie tym wpisem nie zmienię Waszego podejścia – trudno, po prostu chciałem gdzieś wylać swoje żale. Jeśli jednak ktoś zatrzymałby się na chwilę i zastanowił, czy to co robi na pewno ma sens, pozwolę sobie zacytować wpis autorstwa [ro] z fanpejdża Gówno Prawda 2.0: [1]
[…] Ja tylko przypominam, że całe te zamieszanie dotyczy tego, co się dzieje po drugiej stronie Oceanu, a my żyjemy w Polsce. Możemy lubić homoseksualistów lub nie, ale nie dawajmy sobie narzucać tematów debaty publicznej. Mamy wojnę za wschodnią granicą, za zachodnią obcinają głowy, a na południu, gdzie spędzaliśmy wakacje, wybuchają hotele i muzea.
Pierdol się Ameryko. Mamy swoje problemy.

